Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 786 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel.

niedziela, 15 października 2017 19:25

prof6.JPG

Jeszcze raz zdjęcie Altanki Pana Profesora.....własnoręcznie skonstruowana , jak i widoczny stół i ławy, słodka altanka....

 

I jesteśmy w domku Pana Profesora. Jak zwykle popołudniami .

Bo jak pewnie wspominałam, Pan Profesor  ściśle przestrzegał planu dnia, który sobie ułożył. A więc poranna praca w ogródku, potem śniadanie, potem nasza wspólna południowa kawa we własnoręcznie skonstruowanej magicznej   Altance o równie magicznej nazwie Azyl. Gawędzimy, słuchamy opowieści Profesora, jego dykteryjek sypanych jak z rękawa, czy tekstów Wiecha, których mnóstwo zna na pamięć. To od Niego przejęłam zachwyt Wiechem, bo kiedyś wydawał mi się nudny a może w ogóle nie czytałam, nie pomnę.

Rozchodzimy się nasyceni tym spotkaniem i działamy …

późnym popołudniem a właściwie przed wieczorem ponownie zdążamy w kierunku rzeki, gdzie czeka nas Pan Profesor i wspólne miłe chwile czekają. I jesteśmy w domku Pana Profesora …Więc najpierw opisany już wieczór muzyczny, potem telewizyjny seans, jakaś nalewka, naparstek zaledwie, bo tak lubimy. Wyleguję się na tzw. narożniku, panowie w fotelach zatopieni w wiadomościach telewizyjnych. Jest tak, że powtarzam sobie- chwilo trwaj….wracamy do naszego domku, zaledwie kilkadziesiąt kroków….Profesor zostaje u siebie, kolację już zjadł, zawsze była wczesna.

I tak mijają nasze wspólne niezapomniane dni, kiedy to żyć się chce, bo to pełnia życia i jego piękny smak….a dookoła las nam szumi swą odwieczną pieśń i żaby śpiewają w Bugu , tylko Bug milczy zasłuchany


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel.

sobota, 07 października 2017 7:35

 

gulsatelit.JPG

Ponownie z netu spojrzenie na Bug i cofkę...rząd naszych domków..

 

 

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel

Moi Mili. Minęło sporo czasu od kiedy rozpoczęłam opowieść o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, nestorze ortopedii polskiej i  naszym sąsiedzie znad Bugu ,  Przyjacielu. Po dłuższej więc przerwie z powodu wakacyjnych wyjazdów i wtrętów innych tematów zapraszam do nas, na działkę która wychowała czwórkę nasze dzieci- bo gdyby nie ona, być może pozabijalibyśmy się w małym mieszkaniu w bloku na Żoliborzu. Tu wypuszczane na wolność, wybiegały jak zerwane z miejskiej smyczy do lasu, nad Bug, by pływać w spokojnej wodzie tzw. cofki, czyli fragmencie starorzecza. Na samym jej krańcu niby w zatoce było wejście do wody, ostre muszle na dnie i po metrze  może dwóch przepastna głębia. Jak mawiali miejscowi, którzy pamiętali czasy wojny- Niemcy próbowali  wydobywać z jej dna czarne dęby… Dzieciak, by nie kaleczyć stóp o ostre muszlowe brzegi , wchodziły do wody w starych tenisówkach- bo któż w tamtych latach 80 ubiegłego wieku myślał o specjalnych eleganckich butach do pływania- może już były- ale my mieliśmy uniwersalne tenisówki. Potem w dziwny sposób same się nauczyły tam pływać. Oj, dawne to czasy, które wspominam. Jakoś teraz nikt z nas nie ma ochoty na kąpiel w rzecznych odmętach- ale tedy? Wtedy to był nasz raj w upalne dni. Może pamiętacie to uczucie z młodości, rozkosz zanurzenia w chłodnej wodzie jeziora czy rzeki? Oj, powiało mi młodością , zapachniało szuwarami, liliami wodnymi i wiatrem gdy nieopodal mruczał wielki las sosnowy….Fajne czasy, i dobrze że były- to szczęście- myślę sobie- dobrze że były takie czasy, że dane było je przeżyć i teraz wracać…uśmiecham się więc do wspomnień, choć teraźniejszość też raduje, pomimo chmurnych i deszczowych jesiennych krótkich dni…..Wracam więc do podstawowego tematu, bo czeka a ja krążę- wracam….Już dawno nie ma takiego domku Pana Profesora, jaki opisuję, bo w życiu wszystko się zmienia- ale są wspomnienia i to jest sedno. Dopóki żyjemy, opowiadamy…..łapiemy tamte chwile w sieci sieci :) .

 Było więc tak : Idziemy sobie otuleni miękkością  modrzewi zamykających się nad głowami, okalających drogę nad Bug. Posadzone przed 39 laty, były patyczakami, w teraz - jak bujnie nam wyrosły- ale nie myślimy o upływie czasu, bo czeka na nas Pan Profesor  i  Jego muzyka.  Wchodzimy do domku Pana Profesora jak zwykle co wieczór, na wspólne chwile przed zmrokiem, przed uśpieniem świata, przed ukołysaniem do snu.

Właśnie jest wieczór muzyczny, jakich wiele, bo muzyka często towarzyszyła naszym spotkaniom. Wieczór po upalnym dniu przynosi chłodek a właściwie to dar Bugu, który meandruje niedaleko domku. Oddala się co roku od swojego brzegu, co sprawdzamy mierząc odległość od lustra wody metalowego palika, zainstalowanego tam przed laty przez Profcia.  Służył do przywiązywania Trepa, czyli jachtu który Pan profesor samodzielnie zbudował w garażu swojego domu w Warszawie ( kiedy miał na to czas- nie wiem) i nim odbywał długie samotne wakacyjne wyprawy po Mazurach, potem Nidą, Narwią i w górę Bugu. O nich pisze w swoim pamiętniku, i mam zamiar kiedyś zacytować słowa Tego Niezwykłego człowieka. Ale na razie jesteśmy w Jego domku, oglądamy regalik z taśmami magnetofonowymi. Sam go w tym celu skonstruował, umieścił specjalną listwę na górze , wywiercił ciupkie w niej okienka, a za nimi świeciły kolorowe chyba cztery światełka.  Regalik, jak inne sprzęty samodzielnie wykonane lubił nam pokazywać z dumą i czułością a my podziwialiśmy szczerze- bo nikt z nas nie miał ani krzty talentów w tym kierunku. Piękną muzykę nagrywał z radia przed wielu wielu laty – mówi, często nagrywał jadąc  samochodem . Opakowania taśm, starannie ponumerowane, skatalogowane wg rodzaju muzyki stały sobie równiutko , grzbietami do widza , zawsze równiutko i należało wykorzystaną taśmę włożyć w to samo miejsce. Pan Profesor czuwał też i nad tym, dobrotliwie zwracając uwagę, gdy ktoś nie spełniał zaleceń. . No cóż staranność i precyzja. Precyzja i staranność chirurga, przekładała się  na życie codzienne. Lubiliśmy sobie wyobrażać jak stoi pod wielką reflektorową lampą Sali operacyjnej, w tych ołowianym fartuchu- gdyż zawsze była kontrola radiologiczna w czasie skomplikowanych operacji – lampa nieomal parzy- bo nikt w tamtych czasach   nie słyszał o tzw. klimie- więc wyobrażamy sobie wszystkich chirurgów świata jak skupieni operują w tak trudnych warunkach – bo Profesor jest dla nas przedstawicielem tego zawodu – najbliższym, którego dłonie dotykamy i który dotyka nasze dłonie w domku nad Bugiem, gdy słuchamy muzyki. Jak dalece owa moja  romantyczność doznań się przeniosła na naszego syna nie zdawałam sobie sprawy, dopóki. Dopóty syn nie powiedział- gdy chodzę  nocami po korytarzach swojego szpitala, czuję tam obecność Profesora Ramotowskiego-  chodzę Jego śladami- ……

Muzyka koi nasze często rozedrgane serca, przynosi swoją ulotność , podrywa nogi do tańca. Tańczymy. Profesor mówi, lubię patrzeć jak tańczycie z Mirkiem. Czasami tańczę z Profesorem. Pysznie prowadzi, ma wyczucie rytmu bo i Jego słuch muzycznie absolutny.

A za oknem  meandruje Bug, w ciszy , od wieków. Ptaki układają się do snu, w maju słowiki szaleją, chętnie wijąc gniazda w wielkim dereniu, który przytula się do balkoniku domku Pana Profesora. Więc burza zieleni zagląda w szerokie okna balkonowe, ptaki kwilą i trwa ta chwila piękna i ulotna…..

I cóż z tego, że teraz mamy jesień- słotę za oknem- wczesny popołudniowy mrok, który sprzyja refleksjom, wspomnieniom, przynosi skupienie przed kolejną wiosną…

 

dobre.JPG

Regaliku nie sfotografowałam- ale Dłonie Pana Profesora tak...ileż istnień ludzkich uratowały....wszystko w życiu pewnie poznały.....

 

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Odyseuszu, czy warto było...?

niedziela, 01 października 2017 6:01

Podróş-Odyseusza.png

Trasa wędrówki Odyseusza. Spod Troi ( obecnie w Turcji) a potem dalej i poprzez Cieśninę Mesyńską ( pomiędzy Italią a Sycylią), gdzie mieszkają potwory Scylla i Charybda i Morze Jońskie - gdzie wiecznie śpiewają Syreny

 

Ten pobyt w Italii był dla mnie refleksyjny. Nawet usłyszałam zarzut, że wpisy o nim są pozbawione zwykłego mojego entuzjazmu . No, cóż, przyszła taka pora- pora na refleksje....

A więc kolejny wpis na ten temat....może potem wrócę na patetyczną falę- nie wiem.

Siedzę na kamykach plaży Morza Jońskiego, rozmyślam o błąkającym się kiedyś po jego wodach Odyseuszu. Kamienie przypominają mi moje górskie dzieciństwo- kamieniste strumyki i ziemia która rodzi kamienie. Stamtąd mam pełne czułości wspomnienia. Tak więc siedzę na kamieniach, jakże różnych od tamtych, bo kolorowych, różnorodnych, marmurowych, granitowych z lśniącymi blaszkami miki, bazaltowych oraz takich zwykłych jak w moich górach, bo z piaskowca i dumam. Gdzieś w dali śpiewają odwieczne Syreny igrające z falami i wiatrem . Jak bardzo ludziom potrzebny był ten mit. Uosabia on ludzki los, jak piszą w necie. Fakt. Wieczna wędrówka, oddalenie , błądzenie, uleganie pokusom i wreszcie powrót do domu, do ukochanych osób. Bo Penelopa i syn stale czekają. Odyseusz wraca, ale jest już stary i wkrótce umiera, a jego żona wychodzi za mąż. Odyseuszu, czy warto było wracać? – pytam. Nie odpowiada. Być może , że tak. Może dla tej jednej chwili spotkania z bliskimi warto poświęcić całe życie. Więc ten mit to jednak pewien optymizm, siła dla czekających i nadzieja…..

 

OdyseuszISyrenyFragmentWazyz 480-470 p.n.e..jpg

Waza grecka sprzed wieków- dla mnie przepiękna. Odyseusz przywiązany do masztu i Syreny...

 

IMG_20170901_181239.jpg

Tamte zdjęcia z netu. Tu moje, utrwalone tylko dzięki foto ślady stóp dziecka na barwnym tartanie....


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Czy wierzycie w Mitologię ?

sobota, 23 września 2017 11:58

 

SAM_8136.JPG

 

 

 

Czy wierzycie w Mitologię ?

Zatrzymałam się w rozwoju, a może cofnęłam do późnego dzieciństwa, gdyż znajdując się niedawno w miejscach wypunktowanych przez wydarzenia zawarte w Mitologii greckiej, czuję wiatr historii, nawet tej nieprawdziwej. Ale któraż historia jest do końca prawdziwa? Zawsze jest to czyjaś interpretacja, modyfikacja wprowadzana przez piszących i czytelników, przez ich różne widzenie, odczuwanie, wrażliwość zmysłów.  

Jak już poprzednio wspomniałam , byłam w Kalabrii, czyli na samym czubku włoskiego buta- na palcach i części podbicia owego buta. To tu jak mawiają butni włosi, Italia kopie Sycylię, jak widać z tego pogardzaną przez nich….Wstępnie miejsce to miało być punktem wypadu pod Wezuwiusza a najbardziej do Pompei. Jednak ta wycieczka, jak i uroczej klifowej Tropei nie doszła do skutku z powodu niemożności Itaki.

 Może tak zdarzyło się specjalnie, bym miała czas na oglądanie horyzontu, kamyków na plaży, słuchania wiatru i morza, wypatrywania Odyseusza, który przez bardzo wiele lat błąkał się po tym morzu, które teraz się przede mną  otwierało, a było to Morze Jońskie,  ….i dostałam szansę rozmyślania o życiu. Najpierw z rozmyślań o życiu niewiele wynikało, bo toczy się swoim torem, ale za to cofnęłam się w czasie, do dzieciństwa gdzie wszystko było barwniejsze, intensywne zachwycające bo nowe , bo oczy i wszystkie zmysły wyostrzone, bo ciekawość wszystkiego ogromna ….nie chcę powiedzieć, że teraz jest inaczej. Jest podobnie, choć bardziej anemicznie, proporcjonalnie do peselu. Ale ogólnie nie jest źle….

Gdy byłam podrostkiem, uwielbiałam Mitologię . Świat baśni, wymyślony przed wiekami zachwycał pomysłowością, pobudzał wyobraźnię choć człek sobie zdawał sprawę, że była to fikcja. Choć nie wszystkim tak się wydawało i jest to urocze. Otóż . przed kilkoma dniami rozmawiałam o tym z Synową, która powiedziała, że do tej pory pamięta swoje zdumienie i wielki żal, gdy się dowiedziała, że to co czytała w mitologii nie zdarzyło się nigdy….

Czyżby się nie zdarzyło ?

A może jednak ?

Może tak było a pieśniarze układali o tym pieśni, które spisał Homer? Nic nie wiemy, jak mawiał Sokrates, choć w innym kontekście- scio non scio, czyli wiem, że nic nie wiem. Oto prawdziwa mądrość, stałe otwarcie na myślenie, bo poznawać….. 

A może starożytni po pierwsze chcieli też wierzyć w te wymyślone historie, pewnie były im potrzebne dla ubarwienia monotonii życia, a może obserwowali przyrodę i na podstawie różnych zjawisk wysnuwali zdarzenia czy wrażenia. Ale jak piszą mądrzejsi , mity czyli opowieści o bogach i herosach wyjaśniały człowiekowi jego miejsce na świecie, ustalały granicę, której śmiertelnik przekroczyć nie może, próbowały uporządkować wiedzę o funkcjonowaniu świata i historię. Jednocześnie nie stanowiły „ prawdy objawionej” tylko otwierały możliwości polemiki i krytyki. Stały się źródłem natchnienia wielu artystów pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy i muzyków. Następujący po Grekach Rzymianie przejęli ich tradycję pielęgnowania mitów .Weszły one do dziedzictwa kultury europejskiej i są nadal obecne w różnych przejawach życia społecznego. Czerpią z niej np. New Age, astrologia, horoskopy, kult i współczesne ruchy religijne, a nawet można się dopatrzeć paraleli wydarzeń opisywanych w naszej religii z tamtymi, starożytnymi mitami….ale to temat odrębny, ciekawy, choć dla wielu obrazoburczy….

Fajnie jest wierzyć, że  może faktycznie postaci mitologiczne kiedyś istniały, a może nadal istnieją, tylko nie ogarniamy ich naszymi zmysłami….

Tak, człek potrzebuje podniet, fascynacji, tajemnicy, bo wtedy życie jest barwniejsze, „ fruwające”- jak to nazywam. „ Bujanie w obłokach…”

 

SAM_8137.JPG

 Zdj ze zdjęć z ap foto w smartfonie, bo tam jest za duży format i nie chciały wejść . Muszę spróbować zmienić opcję w telefonie, ale na razie nie umiem :)


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Łzy Syren z Morza Jońskiego

sobota, 16 września 2017 7:36

 

SAM_8062.JPG

Łzy Syren z Morza Jońskiego. Moje zbiory....

 

 

I to co miało być przygodą i spotkaniem z Pompejami i Wezuwiuszem skończyło się na lotnisku Okęcie, dwa dni temu. Gdy wydobyliśmy się z wielgaśnych tłumów stojących w przeróżnych kolejkach, zaskoczyła nas cisza domku w Michałowicach. Jednak przez ostatnie lata tak bardzo wzrosła liczba lotów, że Okęcie bardziej przypomina halę targową czy dworzec kolejowy w porze szczytu komunikacyjnego. Odstaliśmy swoje w kolejkach zawijających się co najmniej pięciokrotnie przez całą wielką przestrzeń poczekalni ale byliśmy dzielni , więc wytrwaliśmy i oto jestem.

Przygoda w Kalabrii nie była pełna, gdyż z powodu małej liczby chętnych, wycieczki się nie odbyły. Nie tylko my, ale wielu przybyłych miało za to pretensje do Itaki. Może jest dobrym sprawdzonym biurem, ale organizatorem wycieczek fakultatywnych na poziomie zerowym. Na pytanie, czy nie można by wynająć mniejszego busa by dotrzeć do Pompei, rezydentka odparła że nie można. Tak więc pomimo trudów podróży Pompeje będą nadal mnie zachęcały do kolejnej wyprawy, jeśli Wezuwiusz nie wybuchnie, bo się szykuje i jeśli …wiecie co mam na myśli, więc nie rozwijam…..

Ale całym tym zgiełku odbytych i nie odbytych wypraw jedno okazało się cudowne. Otóż spędziłam ten czas w towarzystwie samego Odyseusza. Ale o tym później. Na razie zaczęło się od Syren i sąsiadki leżakowej plażowej. Dziewczyna okazała się niezwykła , nie tylko ważna lekarka, ale pełna pomysłów na życie i w dodatku z piętnem choroby, o której wspomniała, gdy się okazało, że jesteśmy tej samej profesji. To ona pokazała mi pierwsza Łzę Syren. Nigdy nie zwracałam uwagi na szkiełka na plaży a tu się okazało, że jest to cud nad cudy. W dodatku w necie pełno o nich informacji- jest moda na zbieranie i tworzenie z nich biżuterii. Szkiełka na plaży w Kalabrii być może pochodzą nie ze zwykłych rozbitych butelek, ale np. z Wenecji, która słynęła z pięknych szkieł. Tak, to jest pewne, że szkiełka na tej plaży pochodzą stamtąd, a morze przez tysiąclecia pięknie je oszlifowało. Ponoć żaden szlifierz nie potrafi tak pięknie ich wymodelować. Tylko morze- słona wielka fala. Od tej pory sama rozpoczęłam zbieranie Łez Syren, zaraziwszy kolejnych przybyłych wczasowiczów. Bo cóż znaczyły kamienie marmurowe ( słynne kalabryjskie marmury!) w porównaniu ze szkiełkami. Tak więc szybko do kolekcji marmurowych kamieni a także porfirowych, bazaltowych oraz innych granitowych ze lśniącą cudnie miką przybyły syrenie łzy. Ach Syreny……kolejny wątek będzie później…..

 

SAM_8063.JPG

 

SAM_8060.JPG


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 18 października 2017

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: