Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 845 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ?czyli rzecz o zmartwychwstaniu (3 i ostat)

wtorek, 18 lipca 2017 5:49

Oto trzecia i ostatnia część mojej opowieści opartej na kilku faktach przedstawionych przez JTM.  I z Jego inspiracji urodzony w mojej głowie, a właściwie przez kogoś we mnie. Tekst dość długi, ale mówiliście, Kochani, że "dacie radę" przeczytać :)

 

P5131951.JPG

Rzeźba nieżyjącego już pana Gilowskiego ( twórcy ludowego z Godziszki- beskidzkiej wsi, gdzie urodziła się moja Mama.

 

 Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ? czyli rzecz o zmartwychwstaniu ( 3 i ostatnia) .

 

 

Tymczasem Cudem Ocalony wybudzał się na sali pooperacyjnej a dookoła wszyscy mówili, jak trudna była rekonstrukcja twarzy, jak długo trwała, aż musieli chirurga stomatologa do pomocy neurochirurgowi i chirurgowi tzw. plastycznemu sprowadzać na cito, ale się udało. A może wcale mu nie opowiadali, tylko z rurkami w różnych częściach ciała leniwie patrzył spod opuchniętych powiek, jak kapie krew z worka zawieszonego nad jego głową. Cieszył się, że widzi, że może patrzeć bo powoli wracała świadomość tego co przeżył. Jednak jego najważniejszą myślą było, jak podziękować panu Bogu, w którego łaskę nigdy nie zwątpił, za swoje cudowne ocalenie. Potem przyszli policjanci i chcieli o coś pytać. Nie odpowiadał bo nic nie wiedział. Posiedzieli więc i poszli. Ale któregoś dnia usłyszał , jak sobie gawędzą pielęgniarki, wprawdzie cicho, ale usłyszał. Pewnie myślały, że śpi, maszyny informujące o funkcjach życiowych pacjenta informowały różnymi miarowymi pikaniami, że jest ok., kroplówka spływała bezszelestnie a chory posapywał spokojnie. Więc myśląc, że nie słyszy, gadały. Jednak podobno człowiek, nawet w śpiączce będący, wszystko słyszy, a cóż dopiero on, cudem ocalony i jedynie prawie śpiący snem sprawiedliwego. I nieco nadstawiając uszy wyglądające spod bandaża, którym był spowity , słyszał jak one mówią. Bo usłyszał swoje imię i o szczotkach. Ach, gdzieżeście moje ukochane szczotki, nie martwcie, wrócę do was i jeszcze bardziej będę się wami opiekował, bo jesteście moje, tylko moje. Tak sobie marząc o szczotkach a także i o pędzlach , które wyrabiał, słyszał przenikliwy szept lub półgłos pielęgniarek , które właśnie piły zasłużoną kawę, zresztą kolejną na tym dyżurze. Że policja trafiła na ślad. Że ktoś widział jego samochód opuszczający miasto, ktoś inny, że  skręcał on w boczną drogę leśną. Dziwne, że potem ten samochód wracał tą samą drogą. Wydawało się tylko, że nie on był za kierownicą. A przedtem widziano, chyba jego syna na siedzeniu obok kierowcy . Jeżeli pojechał z synem, dlaczego syn wracał sam. A inni znali dwóch młodych ogolonych drabów, którzy za parę puszek z piwem byli gotowi zrobić wszystko. I okraść i zdemolować, co trzeba, i matki swoje nawet pobili, bo nie dawały ani grosza ze swojej skromnej wprawdzie, ale co miesięcznej renty, więc może to oni bestialsko pobili , bo chyba sam syn by nie dał rady. Był niższy od ojca i jakiś cherlak, a jego ojciec,  chociaż smukły i wysoki, ale miał mięśnie starannie ćwiczone na siłowni, bo dbał o zdrowie. Tak więc po przysłowiowej nitce policja dotarła do kłębka. Draby , spanikowane wielce, ale ucieszone, że  denat ożył , więc kara będzie mniejsza, od razu od razu się przyznały.  Zresztą na zimę, która się zbliżała , komfortowe warunki które zapewniało więzienie były wysoce pożądane, draby więc same się przyznały, wybierając tę inną wolność , przynajmniej cieplejszą i pełną strawy niż ich chałupa z matką sknerą. Opowiedziały detalicznie jak było i co najważniejsze, że otrzymali zlecenie. Z dumą wyjaśniali władzom,  że wynajął ich syn poszkodowanego, sowicie nagrodził i wprawdzie nie był zadowolony z dalszego przebiegu zdarzeń, gdyż ojciec ocalał, wcale nie żądał zwrotu pieniędzy. Szlachetny to pan, ten syn zleceniodawca, powtarzali. Syn przyparty do muru, bo nie wpadł na pomysł ucieczki za granicę wskazał na główną pomysłodawczynię tego czynu, którą była jego matka. Mówił o tym z dumą, że zawsze słucha mamy, bo bardzo ją kocha i jest najmądrzejszą oraz najpiękniejszą kobietą na świecie. Mama zaś, zajęta liczeniem spadku, nie zauważyła nawet co się dzieje w mieście. Gdy po nią przyszli, jeszcze była w papilotach i wytwornym szlafroku , który figlarnie się rozchylał ukazując jej piękny , nic to, że solidnie podparty silikonem , zafundowany przez kochającego męża, biust. Na nic biust buchający  kokieteryjnie spoza dekoltu, panowie władza byli niewzruszeni i zabrali w kajdanach na komisariat. Potem była rozprawa sądowa, dowody oraz zeznania się zgadzały i jednoznacznie wskazywały związek przyczynowo- skutkowy. Mamusia z synem poszli siedzieć i jak wszystko wskazuje , dalej snuli i snują nadal, na co wskazuję jej słowa opowiedziane komuś tam, scenariusz kolejnej zemsty na swoim panu i władcy. Ale o tym się dowiedział  później, gdy już go wypisali ze szpitala. Nie mógł się pogodzić z tym, co przygotowali mu najbliżsi, w swoim umyśle już nieco zamąconym zespołem psychoorganicznym wywodzącym się doznanego urazu, bo tak nazywali jego stan neurolodzy, a szczególnie pewien biegły sądowy , który zadziwiająco dla wszystkich o niego walczy, nie mógł się pogodzić z tym co mu zrobili najbliżsi . Czy ten biegły , który tak bardzo się stara, by go ochronić, czy mu współczuje, tego nikt nie wie. Pewnie lubi ludzi, a może uwierzył w swoją misję zesłaną przez bliżej mu nieznanego pana Boga, tego nikt nie wie, co czuje w swoim sercu i umyśle ów biegły. Gdy o tym opowiada swojemu przyjacielowi, nie potrafi zdefiniować, na czym rzecz polega. I ten przyjaciel też nie umie.

Jedno jest pewne, o czym świadczą kolejne fakty z życia ocalonego, nadal on bezgranicznie wierzy Boga, swojego dobrego Boga. To Bóg go ocalił, darował mu życie po to, by mógł rozgłaszać chwałę bożą wszem i wobec. Więc tak czyni. Jednocześnie idąc za wewnętrznym imperatywem lub poradą jakiejś życzliwej osoby z kręgów kościelnych, uważając, że skoro on był wierny żonie aż do śmierci, a ona postąpiła tak jak postąpiła, pomimo tego, że też przysięgała , on może wystąpić do sądów kościelnych o unieważnienie tego małżeństwa. Jak czuł tak postąpił, sąd widząc jego wielką miłość do Boga, znalazł odpowiednie paragrafy i unieważnił tamten ślub. Teraz Ocalony Cudem był czysty i tak obnażony pytał swojego Stwórcę co ma robić. A ten odpowiedział, idź za głosem serca, bo tego nauczyła cię matka. Myślał o matkach tamtych zbrodniarzy , że nie potrafiły im przekazać miłości do Najwyższego a także miłości do człowieka. Uznał, że są bardzo przez to ubodzy duchem i nawet się nad nimi litował. A może było jakoś inaczej, bo już ujrzał na chórze kościelnym piękną kobietę, która wyglądała i śpiewała jak anioł. I uwierzył w swojej dobroci i wierze, które to przymioty dostał od mamusi oraz umyśle nieco zamąconym zespołem psychoorganicznym, że życie zostało mu darowane, więc musi żyć. I dlatego doprowadził do unieważnienia pierwszego nieszczęśliwego małżeństwa, witając z ulgą wyrok sądu kościelnego, że to wcale nie było małżeństwo, wkrótce stanął na ślubnym kobiercu z kolejnym Aniołem , którego spotkał w życiu. Bo należy dodać, że ta pierwsza też wydawała mu się początkowo Aniołem…

Żył sobie z tym swoim drugim Aniołem szczęśliwie, z tkliwością dotykał jego brzucha gdy poruszały się tam jego kolejno przychodzące na świat dzieci. Bo urodziło mu się dwoje następców, pewnie myślał, że też pokochają jak on szczotki i pędzle. Może tak nie było, tylko tyrał, by móc zabezpieczać godny byt tej nowej rodzinie. W tym czasie , tak tyrając nawet nie pomyślał o tym jaki sam jest, jak się zachowuje w domu. Myślał pewnie, że wystarczy sama jego obecność i pieniądze, które napełniały konta bankowe. A może jednak szedł tropem swojego tatusia, a nie łagodnej i dobrej mamusi, bo miał jego geny i zakodowaną agresję ojca. Tego nie wiemy i pewnie już nam Ocalony nie opowie, bo na cóż takiemu z zespołem psychoorganicznym jakiś psycholog? Ma przypiętą łatę i tak go traktuje każdy napotkany człowiek, w tym lekarz i sąd. Jedynie dlaczego ten biegły sądowy, neurolog o nim myśli i mu pomaga opiekując się tak, jak tylko to umiała robić śp. Mamusia. Bo jest dobrym litościwym współczującym człowiekiem, a może tylko bardzo uczciwym lekarzem, który wyważa jego dobre i złe strony, wybierając te pierwsze. Widzi w nim człowieka, a nie przedmiot. Cudem Ocalony na pewno tak nie myśli, bo myślenie ma uszkodzone urazem, ale może tak czuje. Gdy stawia się do sądu w sprawie rozwodowej która zgłosiła jego druga żona, ten kiedyś dobry niebiański Anioł, który jednak okazał się zwykłym ziemskim i w dodatku był szatanem z maską anioła, jest rozdygotany, boi się ludzi, sądów, pytań, na które nie zna odpowiedzi i całej tej niezasłużonej szopki. Broni go ten jego lekarz, jedyny biegły, który przekonuje nieugiętych urzędników, że Ocalony jest człowiekiem i to człowiekiem chorym. Na nic te apele, męki przesłuchań trwają i ostateczne decyzja rozwodu zapada. Jest znowu sam. On już nic nie rozumie, nic do niego nie dociera, bo boi się Boga. Jak stanie przed Nim na Sądzie Ostatecznym, co Mu pokaże, jaką twarz i uczynki. Więc biega do różnych kościołów, by tam błagać Boga o wybaczenie, rozmawia przekonuje, że chciał dobrze, że mamusia go nauczyła, że Rezurekcja, że każdy ma prawo wstać, iść i czynić dobro. I on tak chce, tylko jego ziemska powłoka jest mu nieposłuszna, hamuje, trzyma a może inni ją trzymają, sam nie wie. I opowiada ludziom, przypadkowym, mówią, że jest lepki i wariat mówią. A on swoje, nawet to, że ta druga zabrała mu dzieci i żąda pieniędzy za widzenie z nimi. Pewnie już nikt go nie słucha gdy opowiada o swoim Panu Bogu….i swoim życiu Cudem Ocalonego…a on wierzy, że mamusia z dalekiej gwiazdy, nie tatuś z pejczem, a mamusia przyjdzie kiedyś do niego i zabierze za rękę i pójdą na Rezurekcję i będą wtedy biły dzwony….

 

P5131951.JPG


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony? czyli rzecz o zmartwychwstaniu.(2)

piątek, 14 lipca 2017 6:08

W poprzednim wpisie wyjaśniłam w jakich okolicznościach powstały te opowieści.....oto ciąg dalszy...

 

 

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ? czyli rzecz o zmartwychwstaniu. (2) 

 

Chciał tu zostać, gdzie jest, byle nie przestać śnić o tamtym czasie, matce, kościele, dzwonach, Rezurekcji z dymami kadzideł, gdy ludziska śpiewali a on w białej komży podawał księdzu dzbanuszek z winem.

  Zostać w tamtym czasie, usnąć na wieki, pójść do matki, by przytuliła. I nagle znowu fala przytomności, rozpaczliwe więc wygrzebywanie się z dołu, dobrze, że płytki wykopali. Leniwcy pomyślał, on pedant, nie chciało im się nawet wykopać przyzwoicie głębokiego dołu na moje ciało. Wzdrygnął się , gdy tak pomyślał. Wykopali dla mnie grób, stałem nad tym dołem, gdy tłukli, zasłaniałem głowę rękoma i wznosiłem oczy do nieba, do mojego Boga…a syn mój jedyny gdzie?- nagle pomyślał z lękiem. Może i jego pobili. Czy zdołał uciec? Przecież jechaliśmy poza miasto, w jakimś tam celu, może chciał porozmawiać, powiedzieć coś ważnego, a może razem chcieliśmy obejrzeć nową siedzibę naszej firmy, gdzie wyrabiamy najlepsze szczotki i pędzle, które wysyłamy nawet za granicę. Takie są dobre, te nasze pędzle, te go golenia z miękkiej borsuczej sierści i nigdy, przenigdy nie wypadają im włosy. Rozmarzył się wygrzebując spod zwału piasku. Tak, moje pędzle bardzo ludzie lubią, piszą takie piękne opinie, dzięki nim jeździmy z żoną i synem na długie wycieczki naszym wypieszczonym Mercedesem. Jesteśmy tak bardzo kochającą się rodziną a ja im , tym najbliższym stwarzam warunki dla dostatniego życie. Uff, wreszcie się wygrzebałem, pomyślał, gdy już wschodziło słońce. Bogu niech będą dzięki i modlił się do tego swojego Boga , dziękował za cud życia, uratowanie , swoją własną prawie Rezurekcję….tracąc przytomność pełzł więc pomiędzy krzewami jałowca, nawet nie czuł jak kłują jego igiełki. Tak, zbierał czasem czarne jagody, by wędzić szynkę dla rodziny na Wielkanoc i wtedy mocno kłuły w palce. Pełzł dalej, dzwony biły jakoś słabiej, coś w nim pulsowało, myślał, że serce. Jak dobrze, że ma serce, dostał je od matki. Znaleziono go na skraju szosy. Ktoś przejeżdżając nieopodal lasu ujrzał szary tłumok i w pierwszej  chwili pomyślał, że znowu jakiś śmieciuch zostawił swój worek z brudami. Ale coś go tknęło, może poczuł palec boży, który jaśniał nad owym tłumokiem, może jednak odezwało się własne sumienie. Zatrzymaj się, sprawdź co tam leży przy tej mało  uczęszczanej drodze. Zrobił więc dokładnie tak, jak mu powiedział głos i bo poczuł  imperatyw. Może imperatyw ów pochodził  z góry? Gdy podszedł bliżej, coś się poruszyło i zajęczało. O Boże, to jest człowiek. Zszargany , pobity, krwią zalany , nie widać twarzy, bo tylko krwawa maska, chyba nieprzytomny. Więc telefon, jak dobrze, że już era tych komórkowych. Po kilku minutach pogotowie ratunkowe na sygnale, gdyż wezwanie było dramatyczne. I niebawem policja. Chwilę postał, dokładnie opowiedział jak było, nie mówił, że może Bóg mu kazał się zatrzymać, bo to śmieszne i nikogo zresztą nie interesowało. Spisano dokumenty, pojechał do domu i opowiedział żonie. Ta już wiedziała, bo właśnie wróciła z dyżuru nocnego  w szpitalu . Gdy nadjeżdżało Pogotowie Ratunkowe, swoim zwyczajem, chyba ze zwyczajnej ciekawości się zatrzymała, a nawet wróciła do Izby Przyjęć. I na podstawie dokumentów, bo był nierozpoznawalny, ustalono, że to miejscowy biznesmen. Małoż to porwań, mordów, nawet niewinnych ludzi. A ten był na celowniku, nie wszyscy go lubili ale za to wszyscy zazdrościli jak się bogaci i myśleli, że nic nie robi a Mercedesem jeździ. Bo zwykle się wydaje, że inni nic nie robią a dobrze zarabiają a my co? szaraczki, najwyżej parę groszy do kieszeni od hojnego pacjenta. Ot, trudny jest los salowych, tak mówiła żona, gdy ten co uratował jadł jajecznicę popijając bawarką , której nie lubił, ale za to lubiła ją jego żona.....cdn.


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Opowieści o ziemskich Aniołach. Cudem ocalony ? czyli rzecz o zmartwychwstaniu. ( 1 )

wtorek, 11 lipca 2017 8:03

Nawiązując do poprzedniego wyjaśniającego wpisu, proponuję lekturę w odcinkach ( by nie  zalać tekstem moich czytelników). Nie na darmo gonia napisała w komentarzu , kopiuję :

 ·  dodano: 10 lipca 2017 23:05

Zawsze mówiłam, że siedzi w Tobie Rodziewiczówna :)

autor gonia

 

Tak pisanie , takie luźne, pełne fantazji uwielbiam, co przeczuwałam w sobie już  w szkole średniej, ale odkryłam w pełni dopiero wtedy, gdy  „ uwolniłam się od medycznych tekstów” i  przyszedł czas emerytury.  Jakże się cieszę, powtarzam sobie codziennie przed świtem, że już nic nie muszę. Chociaż nie jest to do końca prawda, bo jednak coś tam muszę, ale tamto życie stale napięte do granic wytrzymałości mam za sobą. Dom pełen dzieci, starzy , umierający długo rodzice, choroby, i praca praca tak intensywna, że głowa boli gdy o tym myślę. Oczywiście „ głowa boli” to przenośnia, bo na szczęście jak dotychczas bólów głowy nie miewam.

I tak sobie teraz  piszę , na cudnym luzie, szczególnie od 4 rano, gdy wszyscy śpią , a  nawet ptaki jeszcze też nie wstają, bo już jest lato ….Tak, ta 4 rano to była moja magiczna godzina, gdy byłam na 2 roku studiów , jeszcze w Poznaniu, zwalałam się do łóżka o 22, nastawiając uprzedni budzik na 3 czy 4. Wstawałam o tej godzinie, zakuwałam do 5 by  potem nastawić budzik na 6 . Wtedy to ostatecznie wstawałam i gnałam na basen a potem na zajęcia. Na szczęście zapadałam w sen szybko, co mi do tej pory zostało. Wybudzanie i zasypianie przychodzi mi łatwo i jest fajnie.

Stale mi się zdaje, że to nie ja piszę, tylko ktoś we mnie, bo nie filtruje tego mój umysł i nie rozmyślam nad tekstem. Sam przychodzi, wystarczy tylko kilka słów które ktoś powie i łapię je w sidła tego kogoś, kto siedzi we mnie. A może to faktycznie kuzynka Babci- Maria Rodziewiczówna sobie robi ze mnie żarty i podrzuca swoją rozwlekłość, rzewność i chyba wrażliwość. Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Chyba, że się kiedyś spotkamy po drugiej stronie życia i wreszcie pogadamy. Ale baba to była ponoć ostra, więc nie wiem czy dam radę w dyskusji. No cóż, czas pokaże….

Tekst poniższy podrzucił mi JTM  o którym było w poprzednim wpisie, jeśli kto ciekaw może tam zajrzeć . Było  to zaledwie parę słów  o człowieku którego zna i który uszedł z życiem a dalszy jego los to pasmo nieszczęść zatopionych w wielkiej religijności tego człowieka i oczywiście niezrozumieniu przez innych. Jurek jako neurolog jakoś się do niego przywiązał, na tyle, że w mailach wspominał  o nim kilkukrotnie mówiąc, napisz o nim. W końcu załapałam tę „ rybkę” jak nazywają tzw. twórcy poezji czy piosenek ten gwałtowny impuls i wylał się ze mnie  ten oto tekst :

 

P5131951.JPG

 Chrystusik Frasobliwy dłuta godziszczańskiego, niestety już nieżyjącego Człowieka, którego nazwisko gdzieś mi się zaplątało w pamięci. Przed naszą chałupką we wsi gdzie urodziła się moja Mama....

 

Opowieści o ziemskich aniołach

 

Cudem Ocalony ?

czyli rzecz o zmartwychwstaniu. ( 1 )

 

Usłyszał dzwony które  biły długo i jakoś boleśnie, ale jednocześnie i radośnie.  Pomyślał, że Rezurekcja za chwilę. Wyskoczył z łóżka, było zimno, ale dygocąc już był w łazience, zanim weszła do pokoju matka. Tak, bardzo ją kochał, bo miała w sobie łagodność i doświadczał jej bezinteresownej miłości na co dzień. Nigdy nie krzyczała, nawet gdy coś nabroił, jak to dziecko,  w odróżnieniu od ojca, który często sięgał po pas i łoił skórę, aż długo bolały pręgi na plecach i pupie. Może ojciec go kochał, ale po swojemu i dla dziecka niezrozumiale. Bo jakimże grzechem było włażenie do sadu sąsiada by zdobyć smakowite zielone jabłka, albo nie nauczyć się wiersza, albo bazgrolić na ścianie . Matka była samą dobrocią, uwielbiał jej głos i zapach i smukłą, zwiewną  sylwetkę zwieńczoną bardzo ciemnymi,  gładko zaczesanymi włosami, gdy nadchodziła z zakupami. Miał takie same ciemne włosy, powtarzała, gdy go głaskała po głowie. Zawsze mu coś przyniosła, jakiś smakołyk, wiedziała co lubi. A po karze od ojca, przytulała chyłkiem, lękliwie, by ojciec nie widział  i mówiła kocham cię synku, kocham nad życie, jesteś mój i tylko mój. Nie myślał wtedy , że ona jest kobietą , może zwyczajną jakich wiele na świecie. Była jego skarbem. Jej wizerunek nosił w sobie, gdy już dorosły spotykał się z innymi. O wszystkich myślał, że są takie anielskie jak jego mama.

Dzwony nadal biły, coraz bardziej boleśnie, gdy się ocknął i przestał śnić na jawie. Pamiętał tylko tamto, z dzieciństwa, w ramionach matki, która go kołysała.  Chciał otworzyć oczy, powoli więc otwierał i przez szparkę pomiędzy powiekami  zobaczył niebo. Wisiało nad nim wielkie , tajemnicze, całe granatowe , no nie całe, bo mrugały tam  gwiazdy.  Jeszcze pomyślał, że na jednej mieszka jego mama i za chwilę przyjdzie i przytuli. Z tą myślą, zapadł się w zły sen. Wydawało mu się, że jest w grobie. Skąd taki sen . Leżał skulony, bezbronny jak płód w łonie matki ,  czuł coś lepkiego na ustach i powoli uniósł rękę. Tę lewą, bo mniej bolała. Dotykał swojej twarzy i czuł coś miękkiego, kleistego i bardzo bolało. Więc już nie dotykał. Przytomniał . Nie wiedział gdzie jest i co się z nim stało. Ten sen o grobie, to był tylko sen uspokajał sam siebie.

Ale skąd piasek pomiędzy zębami , pomacał swoją klatkę piersiową, gdzie serce, odgarniał jakiś piasek, zwały piasku. A serce się wyrywało do matki, która zamieszkała na jednej z gwiazd. Odgrzebywał swoje ciało, coraz szybciej i gwałtowniej, pomimo bólu , który w nim  wszędzie, przytomniał i wtedy poczuł, że chyba dodał mocz, bo spodnie mokre. Nie wiedział dlaczego, ale nagle sobie przypomniał jak ktoś go walił po głowie, tak , to ze strachu , pomyślał. I znowu ciemność, i nieprzytomność. Gdy świtało, wróciła świadomość, jeszcze mglista, ale jaśniejąca. Aż sam się zdziwił , że jakiś nowy film widzi, dwaj łysi młodzi walą go maczugami po głowie i wszędzie. Prosi nie bijcie, to boli a potem błagał swojego Boga, by pomógł. Bóg, którego kochał od dziecka, tak bardzo jak swoją matkę, która uosobiała wszystkie kobiety świata, nie pomógł, tylko te mokre spodnie….

Przerażenie, przerażenie narastało gdy wracała pamięć. Cisza była wszędzie, tylko ptaki już obudzone i te dzwony rozhuśtane. Tak, to on dzwonił uwieszając się sznurów, gdy pozwolił pan kościelny, mały człowiek jakim wtedy był  lubił, gdy serca dzwonów widział nad sobą a one dzwoniły radośnie. Jak słodko było wtedy. Chciał tu zostać, gdzie jest, byle nie przestać śnić o tamtym czasie, matce, kościele, dzwonach, Rezurekcji z dymami kadzideł, gdy ludziska śpiewali a on w białej komży podawał księdzu dzbanuszek z winem. Zostać w tamtym czasie, usnąć na wieki, pójść do matki, by przytuliła.....cdn.

 

 P5021580.JPG

"Teatrum" nad Skalitem, górze w beskidzie śląskim, sąsiadującej z naszą chałupką.

Oba zdj własne.

 

 

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Opowieści o ziemskich Aniołach.

piątek, 07 lipca 2017 13:10

ja tyłem, ew awatar.JPG

 

 

Objaśnienie  

 

Inspiracją do pisania tekstów, którym nadałam powyższy tytuł,  był  JTM – kolega z czasów pierwszych trzech lat studiów, które przebyłam w Poznaniu. ( 1965-1968). Kiedyś się przyjaźniliśmy, może to zbyt duże słowo –więc napiszę - że chyba lubiliśmy się i spędzaliśmy niejako razem drugi rok AM ( teraz Uniwersytet Medyczny). Potem każdy poszedł w swoją stronę. Oczywiście muszę przyznać, bo tu wszyscy są mi bliscy i  bez pruderii się odsłaniam,  że odejście jego z moją przyjaciółką było bolesne, ale szybko się pozbierałam i rozpoczęłam nowe życie, piękne, dorodne w czwórkę dzieci wnuki radość czułość przywiązanie i same dobre chwile. Bo w takim kontekście któż by pamiętał o tych chwilach gorszych, które są przyprawą tej potrawy zwanej życiem…..

Po pół wieku zaczęłam intensywnie myśleć o tej przyjaciółce, bo jednak pierwszy rok studiów spędziłyśmy razem i było nam bardzo fajnie…Byłam ciekawa jaka ona teraz jest…Pogrzebałam więc w necie, wreszcie na FB szukając jakichkolwiek kolegów. Oczywiście dziewczyny pozmieniały nazwiska, więc niemożliwością było je znaleźć , ale odszukałam namiary bardzo miłego kumpla Leszka, napisałam, odezwał się nieomal od razu. Właściwie  bez mojej akceptacji podał moje namiary innym. Odezwał się wtedy ów JTM,  o którym na wstępie. Pomiędzy nami zaiskrzyło . Może to zbyt duże słowo- wytworzyła się czy odtworzyła więź przyjaźni z tamtego, jakże odległego czasu. Na moje pisanie zwrócił uwagę, gdy wysłałam kolegom pamiętniki ze studiów, które planują wydać. Potem podrzucał tematy i szkice artykułów na które miał zamówienia z jakiś tam redakcji, a ja się rzucałam jak głodny na kawałek chleba , bo lubiłam pisanie w czasach LO, chociaż były to tylko wypracowania szkolne, choć polonistka po próbnej maturze orzekła, że napisałam felieton a nie wypracowanie :)  ale jednak dała tzw. maxa  . . Przez cały okres studiów i pracy zawodowej to zamiłowanie siedziało sobie w ukryciu i dopiero teraz „ wylazło „ ze mnie. 

Wczoraj gadałyśmy sobie z najmłodszą, psychologiem, skąd u mnie się to wzięło. Mama opowiadała i pisała pięknie, teksty kształtne, ciekawe, zawsze z puentą ( jak wspomina rozmowy z Mamą , Grania,  bratowa Mirka- redaktor PWN). Ale Mama trzymała się jednego tematu i nie było tam nawet śladu rozwlekłości. Nasza rodzinna psycholog przychyla się więc do tego, co ja w sobie znalazłam, że to jednak jakiś gen Rodziewiczówny Marii, wszak kuzynki mamy mojego Taty. Oczywiście do prawdziwego pisarstwa nie dorastam ani nigdy nie dorosnę, ale coś we mnie wykiełkowało z tamtych korzeni. ...

Po tej dygresji, należy karnie wrócić do  JTM i zadawanych tematów.  Studiowałam  przysłany temat i pisałam, pisałam,  przestawiałam jego teksty , czyli redagowałam – oczywiście po swojemu.  JTM  chwalił i wysyłał gdzie trzeba oczywiście zawsze jako pierwszy autor, wszak jego był pomysł.  Pisywałam więc z żarem czy raczej współpisywałam z nim artykuły,  prezentacje zjazdowe etc.

I narodził się u niego pomysł, bym napisała o jego pacjentach. Przedstawił trzech w kilku zaledwie słowach a mnie wyrosły skrzydła . Jednym słowem pofrunęłam na skrzydłach fantazji, pisząc to co wylewało się ze mnie bezpośrednio poprzez palce na klawiaturę ( nie wiem  skąd się to brało- czy z umysłu czy z serca) ? Na pewno nie było filtrowane przez racjonalną część mózgu, nawet nie uświadamiane sobie. Czy pisane sercem – też nie . Po prostu samo się pisało i tyle…..

 

To na razie tyle tytułem objaśnienia.

W następnym wpisie zaproszę Was, Kochani do lektury mojego pisania....

 

Używam tutaj jedynie  inicjałów kolegi ( bo nie wiem czy by sobie życzył, by podawać Jego dane osobowe) ,  którego  słowa stały się  zachętą i inspiracją ...i za to Mu serdecznie dziękuję....

 

 

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Na grzbiecie konia- krótkie rozważania.

piątek, 30 czerwca 2017 7:53

 

GrubasNaKOniu.jpg

 Zdj z netu

 

Na grzbiecie konia- krótkie rozważania

 Od kilku dni nie mogę się pozbyć natrętnej myśli która do mnie przyszła gdy zobaczyłam  pewne zdjęcie. Ktoś mi pokazał  swoją znajomą czy przyjaciółkę, tego nie wiem i dochodzić nie mam zamiaru. Bo nie o to chodzi. Na tej fotografii , pewnie rozsyłanej wielu znajomym widać wielką bardzo masywną kobietę , oczywiście w kasku na głowie, która siedzi dumnie wyprostowana na grzbiecie konia.

Może wcale bym się nie zastanowiła, gdyby nie usłyszane kiedyś słowa kolegi z ławy szkolnej licealnej, który w rozmowie o zwierzętach nagle rzekł- jak można dosiadać konia. Jak może człowiek tak zniewalać i wykorzystywać dla swojej rozrywki konia. Jeszcze rozumiem gdy jest wielka potrzeba by ciągnął wóz czy pług , czy nawet służył jako środek transportu gdy ktoś w głuszy musi dotrzeć gdzieś tam, a nie ma żadnego pojazdu. Chociaż to było dawno, ale dzisiaj ? kiedy zalewają nasz kraj stare czterokółkowe  gruchoty i dwukółkowe coraz bardziej modne wcale nie gruchoty. Ale dosiadać dla swojej przyjemności to piękne zwierzę , nie rozumiem i jestem tym oburzony. Jest mi smutno, gdy widzę człowieka na koniu.

Ten kolega, romantyczna, wrażliwa dusza, ba, nawet nadwrażliwa stale mnie zachwyca swoim myśleniem. A mówi to co myśli, nawet trudno strawną prawdę. Popełnił jedno "dzieło" literackie, krótkie choć znamienne, które sprawiło mi nie dumę, ale niejaką przykrość, bo było o nas.Nie byliśmy parą, jeno kolegami którzy się bardzo lubili, i mieli niezwykłe porozumienie dusz- tak to postrzegałam. Ale jak się okazało, Jemu  roiło mu się w głowie coś, co zakończyło się zamieszczonym tu kiedyś Tryptykiem

http://zofiakonopielko.bloog.pl/id,359479281,title,-Letni-tryptyk-czyli-wspomnienie-z-Letniej,index.html….

Gdy opowiedziałam mu o tym zdjęciu ogromniastej kobiety siedzącej na koniu, powtórzył to samo co przed wielu laty, z wielką pewnością i żalem – widziałem kiedyś dzikie konie. Pewnie w swojej wielkiej wyobraźni, albo na filmach i uznał że widział  w realu, pomyślałam w duchu. Jestem pod wrażeniem tych słów.

Pomna wizyty na służewieckim torze wyścigowym, a było to przed pół wiekiem i wtedy nic takiego nie przychodziło mi do głowy, zapytałam go -  a  taka zwykła bieganina po trasie ? , może nawet konie to lubią ?. On na to, być może, tego się nie dowiemy, ale dżokeje przynajmniej są drobni, niscy, nie obciążają tak bardzo konia. Ale nie mogę patrzeć jak smagają go pejczami po kłębach. Przecież to boli konia  i mnie boli. I kontynuował, bo się już „rozpędził „ w tym temacie, jak w wielu innych, co uwielbiam i może nie zawsze się zgadzam, ale podziwiam, że myśli i tak myśli. Mówił więc dalej, wiadomo jest, że po kilku latach dźwigania wielkich facetów i bab, którzy uważają że kochają konie, szczycą się jazdą na ich grzbietach tylko dla pozy, dumy , własnego zadowolenia, i rozsyłania zdjęć znajomym , po kilku latach takie konie z przetrąconym kręgosłupem i pokrzywionymi nogami trafiają…gdzie…no gdzie….

I to by było na tyle. A ja zostaję z tym obrazkiem i myśleniem….

 

DzikieKonieNet.jpg

 

DzikieKonieBelaiza.jpg

Wszystkie zdjęcia z netu.


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

piątek, 28 lipca 2017

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: